Przez porażki i sukcesy

Lewa dłoń, palec wskazujący, wewnętrzna strona „paliczka bliższego”. Porysowany, jakbym bawił się nożem wbrew krzykom mamy. Kiedyś już tak miałem, ale wtedy wyglądały tak całe  dłonie i faktycznie bawiłem się nożami. Taka praca, średnio 16 godzin dziennie na pełnych obrotach, które spędzałem w większości z niekłamanym uśmiechem. Niestety przez to nie było czasu na takie głupoty jak oglądanie dłoni – może po tygodniu, dwóch zauważyłem te setki małych nacięć od przerzucania ostrych noży. Pomocnik zmywacza naczyń, wbrew pozorom rewelacyjna praca! Niewymagająca, prawie bez stresu, płacą jak za każdą inną… tyle, że prawie zawsze w biegu. Dobrze wspominam te zajęcia sprzed lat.

Dziś znów mam pociętą dłoń, ale już dawno nie pracuję fizycznie. Znów przez gitary, a raczej przez jedną gitarę. Długo chodziła mi po głowie – klasyczna 1/2 („jedna druga”). Czyli taka mniej więcej 5-10 lat. Stoję w sklepie i mówię, czego szukam:

– Ile lat? – pyta sprzedawca.
– 27 – odpowiadam

Trochę fanaberia i przypływ chwili, a trochę coś co od dawna chciałem mieć. Miałem już jedną, ale niestety musiałem sprzedać za równowartość kilkunastu złotych – jakbym mógł ją zabrać do samolotu dalej bym miał tamtego klasyka dziecięcych rozmiarów. Niestety bagaż był pełen.

Nowa gitara nie jest najwyższych lotów. Ot, po prostu jest mała i tyle. Progi lekko wystają, stąd lekko pocięty palec – czeka mnie wizyta u lutnika, na którą i tak się zanosiło.

Trochę minęło odkąd chciałem mieć takie grajło. W tle leci Clawfinger. Pierwszy zespół, którego słuchałem świadomie. Pierwsza kupiona kaseta (acz teraz streaming online, dziś nawet cd jest przestarzałe…). Aż się dziwię, że kiedyś słuchałem takiej muzyki. Potem były klimaty znacznie mocniejsze, teraz znacznie lżejsze, ale wciąż wiem dlaczego mi się tak podoba.

Ostatni czas, prawie rok, może mniej, może więcej to było ciągłe pasmo skoków pomiędzy przeszłością a przyszłością. W dużej mierze przez kobiety. Tak, te same, które są przyczyną tylu zwyrodnień psychicznych wytworzonych przez ludzkość, lecz cóż zrobić, że bez nich życia nie ma w ogóle. Kilka sukcesów i kilka porażek. Sukcesy znaczące, porażki druzgoczące. Pierwsza kobieta zaciekawiła, lecz okazała się być nie do końca zrównoważona psychicznie. Czy powinienem bratać się z kimś, kto ma sporo problemów personalnych, osobistych? Nie przeraziły mnie, nie zaciekawiły i nie wpłynęły jej problemy zdrowotne (niezbyt często zadaję się z ludźmi, którzy niemal zniknęli z tego świata), a właśnie to… Pozornie silna, samodzielna, kreatywna, władcza… zagubiona, samotna, pragnąca akceptacji. Nie ona jedna, nie pierwsza, nie ostatnia tak ma. Ale nie ze mną – nie dam się w to wplątać.

Poznałem lepiej dawną koleżankę z pracy, młoda, ładna, bystra, pozornie rewelacja. Odległość spora, dystans (niefizyczny) też. „Facet nie ściana”, mówiła i podrywała mnie dalej spychając na dalszy plan swojego chłopaka (z którym prawie nie miała kontaktu). Zakręcone. Prawdziwy charakter tego ciekawego rudzielca poznałem… po rozstaniu z .. kolejną kobietą ;)

Kolejna koleżanka z tej samej ekipy. Ją także poznawałem, mimo, że nie widziałem jej na oczy. Gdy już ujrzałem, to nic mną nie targnęło. Wzięły górę stereotypy, wyobrażenia? A może wpływ tej poprzedniej, rudej, która chyba po prostu dobrze się bawiła? Ona za mną też nawet się nie obejrzała. Lecz później, niewiele później stało się coś czego żadne z nas nigdy chyba nie zrozumiało. Zaczęliśmy się poznawać, bardzo szybko, bardzo mocno, ale jak przyjaciele. Rozmawiać, poznawać, aż nie zauważyłem kiedy to właśnie jej poświęcałem długie rozmowy telefoniczne. Kilka godzin w pracy, kilka godzin po, chwilę przed. Potem mieliśmy już całkiem nierówno pod sufitem i wszystko potoczyło się niemal tak szybko, jak się skończyło.

Dowiedziałem się co to znaczy bezinteresowność, jak można pomóc tym na którym nam zależy, jak czerpać z życia każdą chwilę, każdy promień słońca, każdą chwilę razem i każdą odliczaną sekundę odjazdu autobusu, z biletem przekładanym dwukrotnie.

Leci Mogwai, Music for forgotten future.

Nie poprzez słowa, nie alfabetem, nie obrazem, dźwiękiem, ale w jakiś sposób usłyszałem i dowiedziałem się od niej:

 

Tak. Tak wygląda szczęście. Tyle wystarczy, widzisz?

A to znaczy kochać.

 

Nie wiedziałem tego. Stary nie jestem, ale blisko 30 lat nie wiedziałem co to znaczy kochać. Nawet nie wiedziałem, że tak bardzo się da!

A potem rozpad, zaczęła się wahać, uciekać, wszystkie śmiałe, ale rzeczywiste plany zaczęły być zastępowane bolesnym rozstaniem. Wszystko trwało chwilę, ale zostawiło po sobie niezwykle silny ślad, którego żadne z nas nie potrafiło wymazać, zapomnieć, zignorować, stłumić.

„Dobra decyzja”, która wciąż pozostawia pytanie „a jeśli jednak?”. Nierozstrzygnięte i nie zanosi się na wyjaśnienie. Zmieniła całe swoje życie dla mnie, tak wiele we mnie tchnęła i mam nadzieję, ze równie dużo otrzymała w zamian… po to, żeby potem powiedzieć nie. Nie dam rady, lub nie chcę – tego też nie wiem. Najpierw było nie dam rady, potem nie chcę. Może to coś pośrodku. Brak odwagi. Dziwne – po …chyba najodważniejszej zmianie w życiu człowieka jaką widziałem, o jakiej słyszałem wśród ludzi mi bliskich, znajomych, znajomych znajomych. Brak odwagi i powrót do „normalności” po pokonaniu największych trudności…

Dziś minęło dużo czasu. Straciłem prawdziwą miłość, której wcześniej nie znałem. Najkrótszy związek, ledwie chwila, a mimo to najpiękniejszy. Najbardziej mnie zmienił.

Zyskałem przyjaciela. Przyjaciela-kobietę, która dla tej przyjaźni jest w stanie zrobić wiele, często wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew rodzinie, przyjaciołom… wieloletniemu-chłopakowi-wkrótce-mężowi…

Robi tak zawsze, ze wszystkimi, na których jej bardzo zależy. Po prostu jest dobra. I może lekko niespełna rozumu, ale tam gdzie inni się poddają, ona pokazuje, że jest po prostu Dobra.

Nieźle się życie zakręciło. „Grubo”. Jednego wpisu mało, mało mogłoby być książki, na opisanie tych kilku chwil.

Więc mam przyjaciela, prawdziwego. Do tej pory miałem tylko jednego, wciąż mam. Trochę inny rodzaj przyjaźni, inny przyjaciel, inne podejście, ale też prawdziwy. Więc w życiu mam dwoje przyjaciół i nie miałem nigdy więcej. Ci są jedyni, ale prawdziwi, tacy, że pierwszy raz nie boję się użyć tego słowa.

Próbuję poskładać to jakoś w głowie, urządzić się, ochłonąć. Karki kalendarza spadają szybko, a ja wciąż w proszku. Co jakiś czas potrzebuję popatrzeć na poukładane i szczęśliwe życie swojej byłem miłości, żeby zobaczyć, że mimo ogólnego szczęścia, też ma lekki zamęt w głowie, też pamięta ten „Kosmos”, który nam ciągle towarzyszył. Te momenty gdy widzę, jak bardzo sobie nie radzi ze wspomnieniem, przypominają mi, że to wszystko było prawdziwe. Nie śniło mi się i nie straciłem rozumu.

Ale idę dalej. Pomaga mi, ja czasem jej, pomagamy sobie. Trochę chore, trochę wspaniałe. Ostatnio, zupełnie niedawno, pomijając ten mętlik w ostatnim roku jaki miałem przez kobiety w głowie, w mieszkaniu, w łóżku, w życiu, to przy mocno trzymanych kciukach przez swoją przyjaciółkę próbowałem „wyrwać” sobie kogoś fajnego. Dostałem kosza od bardzo fajnej dziewczyny. To przykre dowiedzieć się, że mimo że się spodobałem, to się nie spodobałem. Smutne, a może nawet trochę głupio mi było.

Szkoda – tyle mam w tym temacie do powiedzenia. Te przemyślenia i smutek zajęły mi kilka wolnych chwil w ciągu ostatnich 2 dni.

I tyle.

To chyba znaczy, że wracam do stabilności w takich sprawach. Przecież to nie koniec świata, to tylko jedna z milionów, szczególnie, że spotkanie było bardzo udane. To chyba oznaka tego, że robi się lepiej. Trochę późno, ale zawsze. Zawsze to jakiś krok w przód.

Poprzednim razem zyskałem i straciłem znacznie więcej, początkowo ledwo stałem na nogach, a teraz widzę, że podejmuję kolejne kroki. To dobrze. Tyle nowych wrażeń przez rok. Tyle się nauczyłem, tyle nauczyłem innych. Trochę się zmieniłem, trochę dojrzałem.

Garść wspomnień – rozsadzających od środka, czasem ciężkich, ale więcej niesamowitych, wspaniałych.
I tylko wspomnień. Po prostu wspomnień. Idziemy dalej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: