Bogactwo a zarabianie, o względności szczęścia

Na pierwszy rzut oka o pieniądzach, czyli o czymś, o czym rozmawiać mi nie wypada. Na drugi, w moim zamierzeniu, o tym na ile są celem, na ile narzędziem; gdzie zaczynają przekładać się na szczęście? Dość długo – przebrniesz?

Dziś napotkałem ciekawe stwierdzenie. Pewien człek usłyszał w jakiej branży pracuję i jakie mam wykształcenie i błyskawicznie stwierdził coś w deseń „to musisz dobrze zarabiać”. Kontekst był dość luźny i ów człek nie miał niczego złego na myśli, ani nie posądzam go o przesadne spłycanie tematu „zarabiania”, ale mimo to przypomniało mi się, jak często spotykam się z taką opinią (nie konieczne w moim kontekście).

Na przykład:
„E, Ty to dobrze zarabiasz” powiedziane w luźnych żartach, gdy przynoszę flaszkę Whiskey, mimo wszystko jest podszyte pewną przekorą. Gdy mówi to moja przyjaciółka o której wiem, że wolałaby, aby lepiej się jej powodziło z finansami – przestaje mi się to podobać. Ona nie widzi problemu, ja widzę. Co z tego, że zarabiam i czy ma to jakikolwiek związek z tym, że gdy wydaję pieniądze na przyjemności, to chcę, żeby były naprawdę przyjemne? Wolę pić Whiskey niż sklepową wódkę, bo ta pierwsza jest po prostu lepsza. Nie pojmie tego ktoś, kto liczy każdy wydany grosz; nie pojmie też, że w większym sklepie, promocyjna litrowa flaszka „rudej wódy na myszach” kosztuje tyle co dwie połówki przeciętnej wódki bez promocji… Ale to ja jestem rozrzutny.

Gdy patrzę na część swoich znajomych, mogę powiedzieć, że zarabiam ciut lepiej od nich. Zacząłem zarabiać dobrze wcześniej niż oni. Ale czy zarabianie dobrze, czyni mnie _Bogatszym_? Nie lepiej zarabiającym – bo cóż to za wyznacznik? Względny, jak wszystko inne we Wszechświecie. Czy jestem Bogatszy od nich? Wątpię…

…więc spróbujmy porównać karkołomnie coś czego porównywać nie powinniśmy. Kto jest bogatszy? Gdy zaczynałem pracę, większość moich rówieśników też zaczynała. Niektórzy nawet sporo przede mną, ale mało kto wszedł od razu na porządne płace. Dziś, po kilku latach, płace zaczynają się wyrównywać, ale zabawmy się w behawiorystów. Nie słuchajmy przez chwilę, co mówią inni o swoich zarobkach tylko popatrzmy na fakty.

Ja – człek mieszkający w ładnym, ale malutkim i na dodatek wynajmowanym mieszkaniu. Niepozorne, stare auto, które dziarsko udaje, że ma mniej lat niż w rzeczywistości. Trochę gitar, elektroniki. Nic specjalnego. Ciasne, ale własne.

„Inni”, ich uproszczę i zgeneralizuję. Również mają auto, co prawda kupione niedawno, sporo po mnie, ale za to nowsze. Też nie cud techniki ostatnich lat, ale coś czym kilka lat bez wstydu można pojeździć. Mieszkania – „O Boże, ten kredyt nas dobije”. Czyli makabra, jak my sobie poradzimy, ale mieszkanie jest! I to ładne, własne, nowe, lub prawie nowe. Spłacasz swoje mieszkanie, a nie płacisz obcemu, więc chyba nie jest źle. Dają radę, po części dlatego, że w przeciwieństwie do mnie zazwyczaj „wydają parami”. Wspólnie zarabiają, wspólnie wydają. Nie przymierają głodem, nie mają problemów z płaceniem za ogrzewanie, stać ich na kablówkę i internet… Ludzie rozsądni i traktujący życie z sensownym umiarem, lecz nie żyjący przesadnie skromnie.

Mogę powiedzieć, że dziś wszyscy mamy zbliżony standard życia. Każdy ma swoje problemy, ale i każdy swoje pasje i rzeczy na które wydaje pieniądze, bo po prostu ma ochotę. Kto w takim razie jest bogatszy, Ci, którzy rzekomo radzą sobie lepiej, ale nie widać tego po ich otoczeniu, czy Ci, którzy radzą sobie słabo, ale konsekwentnie spełniają swoje życiowe cele? Biedny kupuje samochód, bogaty jeździ starociem, biedny kupuje mieszkanie, bogatego nie stać…

Zatem kto jest bogaty? Kto „biedny” (znów, cudzysłów, bo w całym tekście o prawdziwej biedzie nie mówię; to inna para kaloszy)? Jeśli miałem być tym bogatym, to dlaczego nie stać mnie na mieszkanie?

Oczywiście, różnica istnieje – choćby w potencjale rozwoju i komforcie/perspektywach na przyszłość. Tego nie wolno zlekceważyć, ale też nie wolno dać się zatracić w swojej pozornej biedocie, przez którą uciekają nam sprzed oczu dobre, szczęśliwe dni w towarzystwie, które kochamy. Nie pozwólmy pozornej biedocie zamglić obrazu a z nim szczęścia zaraz przed oczami.

Co z tego, że dobrze zarabiasz, jeśli Twoje koszty są tak ogromne, że nie możesz popisać się dodatkowymi wydatkami? Razem z zarobkami, zwykle rosną wymagania, a z nimi koszty. Czasem i z tego powodu okazuje się, że większa pensja nie ratuje tyłka, tylko zamienia jedne dylematy, na inne.

Jestem szczęśliwy, że nikt z moich znajomych mimo często ciężkich warunków żyje w przytulnych, szczęśliwych domach. Niezależnie czy to widzą, czy potrzebują by im o tym czasem przypomnieć.

Jestem szczęśliwy, że i ja miałem szansę wyjść samodzielnie na prostą. Że mogę się sam utrzymać i stać mnie na spełnianie swoich pasji. Mogę to robić, bez wsparcia z zewnątrz. Nie dostałem w spadku kamienicy, domu, mieszkania, samochodu. Wszystko kupuję sam i sam na to zarabiam…
… ale nie doszedłem do tego sam.

Jednak coś dostałem w prezencie. Może nie dostałem od rodziny „mieszkania na dobry początek”, ale dostałem coś więcej. Nie rybę, a wędkę. Pamiętam ile wysiłku moich rodziców kosztowało zapewnienie odpowiednich warunków w domu, a potem wykształcenia swoim dzieciom. Był czas, że powodziło się wyśmienicie – wszystko włożyli w dom i nas. Potem powodziło się fatalnie, akurat gdy potrzebowaliśmy aktywnego wsparcia. Nie straciliśmy szansy, dzieci skończyły szkoły, poszły na studia. Bywało różnie, ale zawsze udawało się iść dalej. Dziś sam z przyjemnością spłacam kredyt, który z trudem dla mnie zdobyli, by opłacić moje studia. Dług zaciągnięty w moim imieniu, a dziś sam nie dowierzam, że kiedyś tak bardzo bałem się tej raty.

Buduję swoje życie od podstaw. To „dorosłe”. Niedawno zacząłem. Buduję sam, choć u podstaw leży wysiłek innych. Dziękuję, bo prócz tego, mogę Wam dać tylko trochę spokoju. Chwilę oddechu, że chociaż Wasze dzieci radzą sobie bez przeszkód.

A Ty, zbłąkany czytelniku, pamiętam, że ZAWSZE JEST JAKIŚ KONTEKST. Zawsze jest jakaś prawda, której możesz wciąż nie dostrzegać. Coś, co zabrania Ci mierzyć ludzi jedną miarą, jedną miarą oceniać ich zachowania, decyzje, sytuacje…

Zawsze jest jakiś kontekst. W moim życiu – prawda zawsze aktualna i aplikowana do wszystkiego.
Sen?…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: